Wiersze z antologii Bytów Literacki II (2008)

Cykl wierszy mojego autorstwa opublikowanych w Antologii Bytów Literacki II.
W większości wiersze powstałe podczas podróży do Hiszpanii, kraju który stanowi tło kilkunastu miesięcy mojego życiorysu.

 

Sad obczyzny kolorów

owoce mają tu smak
wielu kolorów
kęs brzoskwiniowego poranka
pomarańczy głębia błękitnego smaku
cytryny zielonej soczysty kosz
krucha czerwień paprykowej ziemi
morskości horyzontalnej plastra słodki miąższ
i w daktylach skąpane krople rosy
spływają na usta
dając ukojenie
spaleniźnie bezowocnej tęsknoty

marzec 2007

 

Nadzieja (nie) obecności

w kraju pomarańczy
wszystko przesiąka ich smakiem
dojrzewa wolno
czerpiąc z ziemi słońca
nabiera kontrastów
wyraziście odnajduje owal
skorupką zamknięty miąższ
narastający sukcesywnie twardnieje
wewnętrzną przemianą
by gdy już odjadę
dać szansę na nowe życie
posianym ziarnem
zostawiam ślad
wonną nadzieję kwitnącej pomarańczy
już cudem na mych oczach

Hiszpania, 18.04.2007

 

Poduszka emigranta

Tu moja wydaje się tylko poduszka
nasączona sokiem snów
zatopiona słonymi kropelkami
lazurowej tęsknoty
morskiego zapomnienia
skroplonego na ciele
zahibernowanej głowie
niedoszłego topielca
zmrożonego w falach
śródziemnomorskiej codzienności

Hiszpania 08.08.2005r.

 

Chora adopcja

tysiące mil od domu
mam jednak swój kąt
około metr kwadratowy
zaadoptowanego łóżka
Miękko przytula się
muska wolno prześcieradłem
oplata spocone ciało
pulsując mym tętnem
kładzie mą głowę
na śnieżnej poszewką piersi
wchłania soki
zmęczonego dniem ciała

Rano dopieszczam je wolno
układam włosy tkanin
głaszcze jędrne połacie materaca
nikt mi nie powie
że traktuje je przedmiotowo

Hiszpania, sierpień 2006

 

Z czworga wracam
do postawy homo

poszukując godności
zatraciłem dłonie
stopy poniosły mnie ulotnie
zniknąłem na dłuższą chwilę
pozostając z głową na karku urojeń
zdarłem papilarne
linie życiorysu
nic jednak darmo
w zamian akcentuje
mową już bardziej monotematycznie
o pełnej kieszeni spodni
po które niefartem zostawione
muszę wracać
na czworaka
trudniej już
stawiać kroki
bez błędnika

16.11.2007r

 

Powrót (z) nicości

wszystko Tam było proste
dzień już o wschodzie zapalał się prozą
subtelnie podsycany tęsknotą
gasł nie winnym snem
po powrocie już jesień
lato odeszło jak marzenia senne
reflektor pozwala dostrzec że pada
zapomniany przez pijanych emigrantów śnieg
wracający Tu nocą
nieuchronnie
jak my

16.11.2007r.

 

Przekleństwo choroby lokomocyjnej

w ruchu od razu lepiej
delikatne wibracje w żołądku
odbierają bezsens nudnościom
tak trwając mil kilka
bezczynność zostaje zwalczona
słowami bezimiennych
zmienności płynie
jak widok zza okna
tak samo też niewyraźne
choć czasem zapadają w pamięć
jak kradzież
i marnie prosić o pomoc
stiuardessy, SOK-istów, czy nawet policję
kiedy zwymiotowałeś nazwisko

17.11.2007r.

 

***
(inspiracja ?Dla Elizy?)

płynie błogo
po nagich jedwabiście
klawiszach kości słoniowej
miękkiego naskórka
zapuszcza się w wariacje
Jej niewinności
muska
płynąc Nią
niezwyczajną melodią
czułością dotknięć
wydobywa przeznaczone
napięcie dźwięków
cudem pachnie
każdy oddech klawisza
pauza pianisty
preludium galop ekstaza
pointy wyciszenie…

 

Verba volant

Kretyńska esencja słów
środek niepewnego przekazu
człowiecze odczłowieczanie wyrazu
eliminacja bezsensu niepoprawności
ku ideałowi zrozumienia
prostocie
walka do pojęcia
nieświadoma wojna piór
świadomości lingwistów
rzeź
lekturą twórczością i snem
persona i subiektywizm
już nawet cisza obiektywizuje
nie bywa sobą
choć jest

 

Prozaiczne panta rei

Mam drogę
ślady pozornie podobne
płynę i we mnie
swym słonecznym deszczem
głuchym krzykiem
każde drzewo
we mnie
człowiek piętrzy
fale
na zakręcie
tulę resztki
Twojego zapachu…